Oczywiscie to pytanie to czysta abstrakcja. Ale.. no co by bylo?
Dwa tygodnie temu oddalem nasza Mazde do przegladu po 90K. Drogo bo drogo ale autko sobie na to zasluzylo. Nie sprawialo nawet najmniejszych problemow od momentu zakupu (choc to juz 8latek). Trzeba bylo zmienic pasek rozrzadu, wymienic olej i pare filtrow. Teoretycznie prosta sprawa dla kodos kto robi to na codzien, nie?
Co otrzymalem z powrotem?... piszczacego szrota! Autko chodzilo niby normalnie.. przez chwile... a potem zaczelo piszczec i swiszczec, jakby ktos paznokciami po czarnej tablicy szorowal.
Na szczescie mieszkam w niemczech i obowiazuje tu gwarancja na takie rzeczy, nikt nie proboje wciskac kitow itp. A co by bylo jakbym mieszkal w Polsce? (hmm.. pewnie ten post bylby na temat trojanow i robali)
Okazuje sie ze problem z pojeciem jakosci pracy i produktu pojawia sie w kazdym biznesie. Niestety, nie wszyscy mysla o tym ze cos nowo zbudowanego, przerobionego, "naprawionego" trzeba najpierw przetestowac zanim sie to przekaze klientowi. A przeciez to takie proste!! Test! Wsiadasz do fury i jedziesz.. raz szybciej, raz wolniej. Zakrecasz, wyjezdzasz na prosta i w gaz... itp. Sama zabawa i do tego nie wymaga az tyle czasu!
Doswiadczeni mechanicy czasami podobni sa do programistow pracujacych metoda "Kopiego-Pejsta". Kopiuja robote ktora pamietaja ze kiedys tam juz robili. A skoro tak zrobili i dzialalo to mysla ze jak zrobia to jeszcze raz tak samo to wszystko bedzie dobrze. Odpalaja aplikacje... chodzi. Yes! Niestety, po tygodniu, gdy kolega wciska przycisk w dolnym rogu aplikacji system pada, EXCEPTION! Chlopaki, testujcie!!
Zaraz wiaze fure do poprawki, juz sie ciesze na dzwiek kredy w garazu.. auuuc.
Tuesday, February 24, 2009
Thursday, February 5, 2009
Darmowe żarcie
Przegladajac niemieckie oferty pracy natknalem sie ostatnio na cos takiego (to tylko urywek tej oferty):
Oferta ta, mimo ze ledwie przedstawia informacje na temat tego, czego tak na prawde pracodawca potrzebuje, wymaga i generalnie soba reprezentuje przyciagnela moja uwage. Byla to podswiadoma reakcja na ktorej sie zlapalem i postanowilem ja przeanalizowac. Oferta mierna wiec co to bylo do cholery? Dlaczego mysle, ze to moze byc dobra propozycja? Dlaczego, mimo ze nie mialem nic wspolnego z PHP od czasow uczelnianych, wciaz jest kuszaca? ... hmmm... no tak.. "Bio food"!
Nie zaregowalem tak z powodu tego ze bylem glodny albo ze mi "Bio" zarcia na codzien brakuje. Ten pracodawca pokazal mi po prostu ze swoj projekt a takze swoich pracownikow bierze na powaznie a nawet dodatkowo traktuje ich wyjatkowo (bo Bio zarcie nie jest przeciez dla mas :-)).
Wedlug Maslowa (see Model Abrahama Maslowa) zaspokajanie podstawowych potrzeb prowadzi do tego ze koncentrujemy sie na celach "wyzszych". Uczucie glodu, pragnienia itp. moze nas developerow lekko wytracic z kursu. Co by bylo gdyby np. w trakcie pracy nad jakims zajebiscie skomplikowanym algorytmem, miejsce mysli z rozwiazaniem zajela mysl o tym ze "za godzinke bedziesz w domu i zjesz w koncu ten obiad, batona czy cokolwiek zapychajacego".
Oczywiscie jest jeszcze druga strona medalu. A co jezeli pracodawcy chodzi o to zeby jego pracownicy wyprowali z siebie flaki i czesto zostawali po pracy zeby zdazyc z projektem na czas? To tez moze byc powodem "podrzucania" pozywienia do biora, nie? Hmm? Moze... ale wydaje mi sie ze wtedy nie byloby to bio zarcie... a poza tym, takie numery szybko koncza sie wypowiedzeniem.
Podsomowujac: Wydaje mi sie ze kazdy pracodawca liczy na to ze jego "podopieczni" beda dawac z siebie wiele. Idea umilenia pracy developerom np. Bio bananem czy Bio cola jest moim zdaniem bardzo dobra i na pewno wplywa pozytywnie na wydajnosc jak i motywacje pracownikow. Oby tak dalej!
Chcialem jeszcze dodac ze:
a) darmowa, super bajerancka kawa to podstawa! Nie musze tu chyba pisac dlaczego. Szkoda ze sa jeszcze pracodawcy ktorzy tego nie rozumieja (np. moj)
b) open space (Open-plan offices) - sami przeczytajcie
Senior Software Engineer (m/w)
Unser Kunde bietet Dir folgendes an:
- Flexible Arbeitszeiten
- Eigenes Budget für Bürobedarf und Fortbildung
- Garantierte Weiterbildung und keine leeren Versprechen
- Gratis Biofood und Getränke
- Unterstützung bei Wohnortswechsel
- Koordinierte Arbeitsabläufe und klare Trennung der Zuständigkeitsbereiche
Du bist fit in folgenden Bereichen:
- Erfahrung mit der Planung und Entwicklung einer Internet Plattform
- Erfahrung in objektorientierter Programmierung mit PHP5, MySQL
- Design und Implementierung eines neuen Datenbankschemas in MySQL
- Fundierte Kenntnisse mit Unit Testing in xUnit
Unser Kunde bietet Dir folgendes an:
- Flexible Arbeitszeiten
- Eigenes Budget für Bürobedarf und Fortbildung
- Garantierte Weiterbildung und keine leeren Versprechen
- Gratis Biofood und Getränke
- Unterstützung bei Wohnortswechsel
- Koordinierte Arbeitsabläufe und klare Trennung der Zuständigkeitsbereiche
Du bist fit in folgenden Bereichen:
- Erfahrung mit der Planung und Entwicklung einer Internet Plattform
- Erfahrung in objektorientierter Programmierung mit PHP5, MySQL
- Design und Implementierung eines neuen Datenbankschemas in MySQL
- Fundierte Kenntnisse mit Unit Testing in xUnit
Oferta ta, mimo ze ledwie przedstawia informacje na temat tego, czego tak na prawde pracodawca potrzebuje, wymaga i generalnie soba reprezentuje przyciagnela moja uwage. Byla to podswiadoma reakcja na ktorej sie zlapalem i postanowilem ja przeanalizowac. Oferta mierna wiec co to bylo do cholery? Dlaczego mysle, ze to moze byc dobra propozycja? Dlaczego, mimo ze nie mialem nic wspolnego z PHP od czasow uczelnianych, wciaz jest kuszaca? ... hmmm... no tak.. "Bio food"!
Nie zaregowalem tak z powodu tego ze bylem glodny albo ze mi "Bio" zarcia na codzien brakuje. Ten pracodawca pokazal mi po prostu ze swoj projekt a takze swoich pracownikow bierze na powaznie a nawet dodatkowo traktuje ich wyjatkowo (bo Bio zarcie nie jest przeciez dla mas :-)).
Wedlug Maslowa (see Model Abrahama Maslowa) zaspokajanie podstawowych potrzeb prowadzi do tego ze koncentrujemy sie na celach "wyzszych". Uczucie glodu, pragnienia itp. moze nas developerow lekko wytracic z kursu. Co by bylo gdyby np. w trakcie pracy nad jakims zajebiscie skomplikowanym algorytmem, miejsce mysli z rozwiazaniem zajela mysl o tym ze "za godzinke bedziesz w domu i zjesz w koncu ten obiad, batona czy cokolwiek zapychajacego".
Oczywiscie jest jeszcze druga strona medalu. A co jezeli pracodawcy chodzi o to zeby jego pracownicy wyprowali z siebie flaki i czesto zostawali po pracy zeby zdazyc z projektem na czas? To tez moze byc powodem "podrzucania" pozywienia do biora, nie? Hmm? Moze... ale wydaje mi sie ze wtedy nie byloby to bio zarcie... a poza tym, takie numery szybko koncza sie wypowiedzeniem.
Podsomowujac: Wydaje mi sie ze kazdy pracodawca liczy na to ze jego "podopieczni" beda dawac z siebie wiele. Idea umilenia pracy developerom np. Bio bananem czy Bio cola jest moim zdaniem bardzo dobra i na pewno wplywa pozytywnie na wydajnosc jak i motywacje pracownikow. Oby tak dalej!
Chcialem jeszcze dodac ze:
a) darmowa, super bajerancka kawa to podstawa! Nie musze tu chyba pisac dlaczego. Szkoda ze sa jeszcze pracodawcy ktorzy tego nie rozumieja (np. moj)
b) open space (Open-plan offices) - sami przeczytajcie
Wednesday, January 14, 2009
Polimorfizm vs. Polimorfizm (a.k.a. Strategy pattern)
Z cyklu "Bad practices"
Dzis zaskoczyl mnie nasz architekt ale niestety niezbyt pozytywnie. Jako ze facet ma jakies doswiadczenia zyciowe, wydawaloby sie ze sporo juz kodu w swoim zywocie widzial, a moze nawet napisal, nalezal mu sie do tej pory szacunek. Niestety, jak to juz w zyciu jest na szacunek ciezko jest zapracowac, za to stracic go mozna w jednej chwili... co tez kolega Berndt uczynil :-)
Grzebiac w kodzie naszego "wspanialego" systemu znalazlem gdzies taka metode:
prawda ze podejrzanie wyglada? hehe..
Przejrzalem historie zmian i okazalo sie ze metoda getSomething byla kiedys abstrakcyjna a klasa w ktorej obecnie sie znajduje byla kiedys interfejsem.
Jednym slowem niezle sie w systemie pozmienialo przez ostatnich pare lat. Najgorsze jednak bylo to ze ten bzdurny kawalek kodu przeszedl przez code review. Zadalem wiec architektowi pytanie. WHY???
Odpowiedz byla mniej wiecej taka:
Architekt: "Ahh!.. no bo to jest przeciez Strategy Pattern i tak juz musi zostac. Patrz, to sa np. klasy ktore dziedzicza od tej... bo w tej klasie ta metoda nie ma sensu wiec defaultowo zwraca to co przyjela."
Ja: "Ale.. ale... dlaczego ta klasa nie jest juz abstrakcyjna.. A po jakiego wala jest tam ten 'throws Exception'? Czy ktos kontroluje to co sie z kodem dzieje czy nie?"
Architekt: "Niech tak zostanie. Tak sie robi."
To ma byc Polimorfizm? No niby tak sie wlasnie ta cala konstrukcja zachowuje. Nie! Jak dla mnie to chuj nie polimorfizm! Liczy sie jeszce jakosc! - pomyslalem po czym polozylem glowe na klawiaturze, zamkalem oczy myslac o kawalku z "Code Complete" Steve'a McConnell'a o tym jak to zona gotowala kotleta wedle przepisu tesciowej. Nikt nie zastanowil sie nad tym dlaczgo w przepisie stalo "Posolic, popieprzyc i obciac dwa konce steku" (czyli standartowe "Bo tak sie robi"). Okazalo sie ze matka tesciowej lekko przycinala stek bo jej patelnia byla za mala :-) Tak wiec wydaje mi sie ze czasem wypada podrazyc temat troche glebiej by odkryc niepotrzebne bzdury, pozadnie przebudowac subsystem i ulatwic ludziom prace.
Shit, z takim architektem daleko nie zajdziemy.
Dzis zaskoczyl mnie nasz architekt ale niestety niezbyt pozytywnie. Jako ze facet ma jakies doswiadczenia zyciowe, wydawaloby sie ze sporo juz kodu w swoim zywocie widzial, a moze nawet napisal, nalezal mu sie do tej pory szacunek. Niestety, jak to juz w zyciu jest na szacunek ciezko jest zapracowac, za to stracic go mozna w jednej chwili... co tez kolega Berndt uczynil :-)
Grzebiac w kodzie naszego "wspanialego" systemu znalazlem gdzies taka metode:
|
prawda ze podejrzanie wyglada? hehe..
Przejrzalem historie zmian i okazalo sie ze metoda getSomething byla kiedys abstrakcyjna a klasa w ktorej obecnie sie znajduje byla kiedys interfejsem.
Jednym slowem niezle sie w systemie pozmienialo przez ostatnich pare lat. Najgorsze jednak bylo to ze ten bzdurny kawalek kodu przeszedl przez code review. Zadalem wiec architektowi pytanie. WHY???
Odpowiedz byla mniej wiecej taka:
Architekt: "Ahh!.. no bo to jest przeciez Strategy Pattern i tak juz musi zostac. Patrz, to sa np. klasy ktore dziedzicza od tej... bo w tej klasie ta metoda nie ma sensu wiec defaultowo zwraca to co przyjela."
Ja: "Ale.. ale... dlaczego ta klasa nie jest juz abstrakcyjna.. A po jakiego wala jest tam ten 'throws Exception'? Czy ktos kontroluje to co sie z kodem dzieje czy nie?"
Architekt: "Niech tak zostanie. Tak sie robi."
To ma byc Polimorfizm? No niby tak sie wlasnie ta cala konstrukcja zachowuje. Nie! Jak dla mnie to chuj nie polimorfizm! Liczy sie jeszce jakosc! - pomyslalem po czym polozylem glowe na klawiaturze, zamkalem oczy myslac o kawalku z "Code Complete" Steve'a McConnell'a o tym jak to zona gotowala kotleta wedle przepisu tesciowej. Nikt nie zastanowil sie nad tym dlaczgo w przepisie stalo "Posolic, popieprzyc i obciac dwa konce steku" (czyli standartowe "Bo tak sie robi"). Okazalo sie ze matka tesciowej lekko przycinala stek bo jej patelnia byla za mala :-) Tak wiec wydaje mi sie ze czasem wypada podrazyc temat troche glebiej by odkryc niepotrzebne bzdury, pozadnie przebudowac subsystem i ulatwic ludziom prace.
Shit, z takim architektem daleko nie zajdziemy.
Thursday, December 18, 2008
Rekruterzy
Ostatnio zaczalem sie mocniej interesowac tematem rekrutacji i rekroterow w IT. Szukam sobie tak na spokojnie nowej (ciekawszej) roboty i po prostu uznalem ze warto popatrzec na tych ludzi z innej perspektywy. Warto czasem postawic sie na ich miejscu, zrozumiec w jaki sposob pracuja, w jakich warunkach dzialaja i czego oczekuja bo to przeciez z nimi w najwiekszej mierze ma sie do czynienia w trakcie procesu rekrutacji.
Oczywiscie zrobilem najpierw to co trzeba zrobic w momencie gdy czlowiek zetknie sie z nowym tematem... odpalilem wikipedie :-) no i odkrylem pare ciekawostek.
Czytajac wiki dowiecie sie ze rekruterow mozna podzielic na dwie glowne grupy:
1.) Rekruterzy spoza firmy szukajacej ludzi (third party recruiters)
2.) Rekruterzy wewnetrzni czyli pracujacy w firmie zatrudniajacej (rowniez kontraktorzy (contractors) zatrudnieni w firmie tymczasowo)
Zastanowny sie czy punkt 1 wogole ma jakis sens. Skad ktos kto pracuje w firmie X ma miec pojecie ze firma Y potrzebuje dokladnie takiego a nie innego kandydata? Czy to takie oczywiste?
Odpowiedz 1: Z opisu, ze specyfikacji albo rozmowy z klientem
Serio? A widzieliscie kiedys taki komiks.

Odpowiedz 2: Z doswiadczenia
Aha... a co jak ktos nie ma go za duzo?
Drazac dalej temat rekruterow "zewnetrznych" mozna sie dowiedziec ze sa tez rozne metody poszukiwania kandydatow. Tu robi sie ciekawie (bo zaczyna chodzic o kase):
Patrzac na ta cala sprawe z dosyc ogolnikowej perspektywy rekrutowanej osoby musze przyznac ze jak dla mnie cala ta historia z "outsourcingiem" head hunterow jest po prostu bzdura. Ja (dla przykladu) jako rektutowana osoba chce sie czuc dobrze w momencie gdy moj profil zainteresuje pracodawce a nie jak kolejny ktory moze naiwnie da znac ze jest zainteresowany. Bzdura! Znaleziony przez zoutsourcowanego rekrutera kandydat zawsze bedzie odbiegal (mniej lub bardziej) od tego czego oczekuje klient. Zgadza sie... w zbiorze 300 kandydatow trafi sie na pewno 1 ktory bedzie dobrze pasowal do firmy. Ale po co spotykac sie i gadac z 300 osobami skoro mozna tylko z np. 10'ma? Pomyslcie o tych 290 ktore stracily czas na to by gadac z kims o czyms co i tak nie ma sensu!
Jezeli chodzi o head hunterow (tych third party) to w mojej smiesznie krotkiej karierze zawodowej mialem juz kilkakorotnie stycznosc z paroma takimi osobnikami(czkami) ale nigdy nie potrafilem skumac o co im chodzi. Serio! Czasem wydawalo mi sie ze kontaktuja sie ze mna ale tak naprawde to maja w dupie to kim ja wogole jestem i czy spelniam kryteria postawione przez ich klienta.
Dla przykladu, jakis miesiac temu dostalem maila od pani na linkedin ze standarowym (prawdopodobnie wygenerowanym gdzies z templatu) tekstem: "Hello Adam... bla bla bla.. twoj profil wskazuje ze jestes doswiadczonym uzytkownikiem Javy/Eclipse'a...bla bla bla... Aktualnie szukamy developerow Java dla firmy w Zurichu... bla bla... Jesli jestes zainteresowany daj znac.". W takich momentach natychnmiast kojarzy mi sie niemiecki, niemy film "Nasz codzienny chleb" gdzie pokazana jest produkcja zywnosci dla mas ludzkich (czyli to co kupujemy w supermarketach bez nakejki "bio").
Szczerze mowiac to ogrania mnie nerwica po takim mailu. Nie wiem jak wy ale ja jestem dosyc konkretnym czlowiekiem. Nawet jak ktos wysyla mi jedynie "propozycje pracy"... to chce k..wa wiedziec dla kogo, w jakich warunkach i co dokladnie mialbym tam robic. Pozatym Java i Eclipe to dosc ogolne pojecia, nie? Moze to np. oznaczac ze bede robil jako malpa od klepania kodu opartego na bezsensownej specyfikacji... a tego nie chce przeciez robic! To sa minimalne informacje ktore sa mi potrzebne do natychmiastowego podjecia decyzji o tym czy wogole chce gdzies aplikowac.
Dlaczego to juz w pierwszym mailu chcialbym znac nazwe firmy?
1) Jezeli to Microsoft to niech sie pie...li! (dotyczy to chyba nie tylko mnie)
2.) Znajac nazwe firmy moge zrobic research w necie i co nieco poczytac o ewentualnym pracodawcy. Dowiem sie np. czy nie robia w branzy medycznej gdzie mozna zostac zalanym zadaniami zwiazanym z pisaniem stosow funkcjonalnej specyfikacji, analizy ryzyka i innej dokumentacji. Jestem homo sapiensem, potrafie sobie wyobrazic co moze czekac mnie w firmie X znajac jej profil.
Dlaczgo chcialbym rowniez wiedziec czego dotyczy projekt i z kim mialbym pracowac?
1) Lubie pisac algorytmy, rozkminiac ciekawe problemy... generalnie to po prostu myslec od czasu do czasu. Problem w tym ze wiele projektow wymaga ode mnie jedynie znajomosci technologii i klepania tego samego lub podobnego kodu (metoda Kopiego i Pejsta) z modulu na modul.
2.) Nie chce pracowac z banda opornych na zmiany kaskowcow ktorzy krzycza ze agile jest bleee i mam ich sluchac bo to oni sa Senior [Wstaw se cos] i zawsze maja racje (oczywiscie nie wyjasniajac przy tym dlaczego ich rozwiazanie jest technicznie lepsze).
Generalnie moje wymagania dosyc skutecznie utrudniaja mi znalezienie odpowiedniej firmy dlatego planuje zalozyc swoja... kiedys, jak juz bede mial ten genialny pomysl i paru zaufanych znajomych :-)
Ale wracajac do tematu. Czy podanie nazwy firmy nie oszczedziloby wam rekruterom czasu, bezsensownych telefonow (przez co rowniez kasy)? Rozumiem obawe, ze ktos moze skontaktowac sie bezposrednio.. wtedy nie zarobicie. A moze boicie sie ze informacje przedostana sie do innego rekrutera? Tak, no i co, jezeli dziala tak samo jak wy to nic wam nie grozi! Wielu takich jak ja i tak go zignoruje.
Gdybym byl rekruterem dla firmy IT koncentrowalbym sie duzo bardziej nad tym do kogo wysylam maila. Dowiedzialbym sie o tej osobie czegos wiecej (nie tylko z profilu na linkedin, xing, nasza-klasa :-), itp.). Obadalbym czy ma bloga? Jak nie to czy moze istnieje w jakis spodob w necie? Open source, projekty na sourceforge? Hmmm.. albo studia, jakie szkoly ukonczyl kandydat? Jakie zrobil specjalizacje? Moze interesuje go od zawsze jeden temat np. AI? W momencie gdy bylbym pewien ze kolezanka lub koles sie nadaje skontaktowalbym sie podajac bogatsze informacjie i przez to wygladajac bardziej profesjonalnie.
Jedyna z firm ktora przeprowadza ciekawa i naprawde efektywna rekrutajce sa Google. Nie mialem tego zaszczytu ale znam kogos kto mial. Oni wiedza kto im jest potrzebny i rekrutuja naprawde profesjonalnie. Uczcie sie od nich ludzie!
Aaahh.. bym zapomnial. Mialem zaszczyt otrzymac maila od rekrutera z (albo dla) Microsoftu :-) Wygladal mniej wiecej tak (mniej wiecej bo po przeczyatniu natychmiast to cos wyje..lem):
"Hello Adam, ... [jakies techniczne sprawy, nawet interesujace dlatego czytalem dalej] ... jezeli otrzymales juz kiedys tego maila i kotaktowales sie z nami to po prostu go zignoruj... "
... i kuzwa znowu przed moimi oczami pojawia sie ten niemiecki film o modyfikowanej chemicznie, genetycznie i kto wie jeszcze jak zywnosci dla szarych mas ludzikich lecacych na tanioche.
Oczywiscie zrobilem najpierw to co trzeba zrobic w momencie gdy czlowiek zetknie sie z nowym tematem... odpalilem wikipedie :-) no i odkrylem pare ciekawostek.
Czytajac wiki dowiecie sie ze rekruterow mozna podzielic na dwie glowne grupy:
1.) Rekruterzy spoza firmy szukajacej ludzi (third party recruiters)
2.) Rekruterzy wewnetrzni czyli pracujacy w firmie zatrudniajacej (rowniez kontraktorzy (contractors) zatrudnieni w firmie tymczasowo)
Zastanowny sie czy punkt 1 wogole ma jakis sens. Skad ktos kto pracuje w firmie X ma miec pojecie ze firma Y potrzebuje dokladnie takiego a nie innego kandydata? Czy to takie oczywiste?
Odpowiedz 1: Z opisu, ze specyfikacji albo rozmowy z klientem
Serio? A widzieliscie kiedys taki komiks.

Odpowiedz 2: Z doswiadczenia
Aha... a co jak ktos nie ma go za duzo?
Drazac dalej temat rekruterow "zewnetrznych" mozna sie dowiedziec ze sa tez rozne metody poszukiwania kandydatow. Tu robi sie ciekawie (bo zaczyna chodzic o kase):
- Retained search
- Delimited search
Patrzac na ta cala sprawe z dosyc ogolnikowej perspektywy rekrutowanej osoby musze przyznac ze jak dla mnie cala ta historia z "outsourcingiem" head hunterow jest po prostu bzdura. Ja (dla przykladu) jako rektutowana osoba chce sie czuc dobrze w momencie gdy moj profil zainteresuje pracodawce a nie jak kolejny ktory moze naiwnie da znac ze jest zainteresowany. Bzdura! Znaleziony przez zoutsourcowanego rekrutera kandydat zawsze bedzie odbiegal (mniej lub bardziej) od tego czego oczekuje klient. Zgadza sie... w zbiorze 300 kandydatow trafi sie na pewno 1 ktory bedzie dobrze pasowal do firmy. Ale po co spotykac sie i gadac z 300 osobami skoro mozna tylko z np. 10'ma? Pomyslcie o tych 290 ktore stracily czas na to by gadac z kims o czyms co i tak nie ma sensu!
Jezeli chodzi o head hunterow (tych third party) to w mojej smiesznie krotkiej karierze zawodowej mialem juz kilkakorotnie stycznosc z paroma takimi osobnikami(czkami) ale nigdy nie potrafilem skumac o co im chodzi. Serio! Czasem wydawalo mi sie ze kontaktuja sie ze mna ale tak naprawde to maja w dupie to kim ja wogole jestem i czy spelniam kryteria postawione przez ich klienta.
Dla przykladu, jakis miesiac temu dostalem maila od pani na linkedin ze standarowym (prawdopodobnie wygenerowanym gdzies z templatu) tekstem: "Hello Adam... bla bla bla.. twoj profil wskazuje ze jestes doswiadczonym uzytkownikiem Javy/Eclipse'a...bla bla bla... Aktualnie szukamy developerow Java dla firmy w Zurichu... bla bla... Jesli jestes zainteresowany daj znac.". W takich momentach natychnmiast kojarzy mi sie niemiecki, niemy film "Nasz codzienny chleb" gdzie pokazana jest produkcja zywnosci dla mas ludzkich (czyli to co kupujemy w supermarketach bez nakejki "bio").
Szczerze mowiac to ogrania mnie nerwica po takim mailu. Nie wiem jak wy ale ja jestem dosyc konkretnym czlowiekiem. Nawet jak ktos wysyla mi jedynie "propozycje pracy"... to chce k..wa wiedziec dla kogo, w jakich warunkach i co dokladnie mialbym tam robic. Pozatym Java i Eclipe to dosc ogolne pojecia, nie? Moze to np. oznaczac ze bede robil jako malpa od klepania kodu opartego na bezsensownej specyfikacji... a tego nie chce przeciez robic! To sa minimalne informacje ktore sa mi potrzebne do natychmiastowego podjecia decyzji o tym czy wogole chce gdzies aplikowac.
Dlaczego to juz w pierwszym mailu chcialbym znac nazwe firmy?
1) Jezeli to Microsoft to niech sie pie...li! (dotyczy to chyba nie tylko mnie)
2.) Znajac nazwe firmy moge zrobic research w necie i co nieco poczytac o ewentualnym pracodawcy. Dowiem sie np. czy nie robia w branzy medycznej gdzie mozna zostac zalanym zadaniami zwiazanym z pisaniem stosow funkcjonalnej specyfikacji, analizy ryzyka i innej dokumentacji. Jestem homo sapiensem, potrafie sobie wyobrazic co moze czekac mnie w firmie X znajac jej profil.
Dlaczgo chcialbym rowniez wiedziec czego dotyczy projekt i z kim mialbym pracowac?
1) Lubie pisac algorytmy, rozkminiac ciekawe problemy... generalnie to po prostu myslec od czasu do czasu. Problem w tym ze wiele projektow wymaga ode mnie jedynie znajomosci technologii i klepania tego samego lub podobnego kodu (metoda Kopiego i Pejsta) z modulu na modul.
2.) Nie chce pracowac z banda opornych na zmiany kaskowcow ktorzy krzycza ze agile jest bleee i mam ich sluchac bo to oni sa Senior [Wstaw se cos] i zawsze maja racje (oczywiscie nie wyjasniajac przy tym dlaczego ich rozwiazanie jest technicznie lepsze).
Generalnie moje wymagania dosyc skutecznie utrudniaja mi znalezienie odpowiedniej firmy dlatego planuje zalozyc swoja... kiedys, jak juz bede mial ten genialny pomysl i paru zaufanych znajomych :-)
Ale wracajac do tematu. Czy podanie nazwy firmy nie oszczedziloby wam rekruterom czasu, bezsensownych telefonow (przez co rowniez kasy)? Rozumiem obawe, ze ktos moze skontaktowac sie bezposrednio.. wtedy nie zarobicie. A moze boicie sie ze informacje przedostana sie do innego rekrutera? Tak, no i co, jezeli dziala tak samo jak wy to nic wam nie grozi! Wielu takich jak ja i tak go zignoruje.
Gdybym byl rekruterem dla firmy IT koncentrowalbym sie duzo bardziej nad tym do kogo wysylam maila. Dowiedzialbym sie o tej osobie czegos wiecej (nie tylko z profilu na linkedin, xing, nasza-klasa :-), itp.). Obadalbym czy ma bloga? Jak nie to czy moze istnieje w jakis spodob w necie? Open source, projekty na sourceforge? Hmmm.. albo studia, jakie szkoly ukonczyl kandydat? Jakie zrobil specjalizacje? Moze interesuje go od zawsze jeden temat np. AI? W momencie gdy bylbym pewien ze kolezanka lub koles sie nadaje skontaktowalbym sie podajac bogatsze informacjie i przez to wygladajac bardziej profesjonalnie.
Jedyna z firm ktora przeprowadza ciekawa i naprawde efektywna rekrutajce sa Google. Nie mialem tego zaszczytu ale znam kogos kto mial. Oni wiedza kto im jest potrzebny i rekrutuja naprawde profesjonalnie. Uczcie sie od nich ludzie!
Aaahh.. bym zapomnial. Mialem zaszczyt otrzymac maila od rekrutera z (albo dla) Microsoftu :-) Wygladal mniej wiecej tak (mniej wiecej bo po przeczyatniu natychmiast to cos wyje..lem):
"Hello Adam, ... [jakies techniczne sprawy, nawet interesujace dlatego czytalem dalej] ... jezeli otrzymales juz kiedys tego maila i kotaktowales sie z nami to po prostu go zignoruj... "
... i kuzwa znowu przed moimi oczami pojawia sie ten niemiecki film o modyfikowanej chemicznie, genetycznie i kto wie jeszcze jak zywnosci dla szarych mas ludzikich lecacych na tanioche.
Wednesday, December 10, 2008
Moj nowy pulpit
Postanowilem strzelic screenshota i pokazac swiatu moj nowy pulpit 3D. Na codzien uzywam KDE 4 lub GNOME w zaleznosci od nastroju... jak jeden mnie wnerwi to odpalam drugiego. Efekty 3D to compiz z wlaczona koska. Kostka jest dosyc uzyteczna w momencie gdy trzeba czesto zmieniac pulpity (wystarczy wcisnac Ctrl + Alt + Strzalka w lewo lub prawo zeby dostac sie na sasiedni desktop).

Tak naprawde to wnerwila mnie tez moja ostatnia tapeta i przez to takie perturbacje kolorow... i tematow (jakas trawa a w tle rozmazany Lancer Evo X)... caly ja.
To bedzie lepsze...

... fajne jest tez przelaczanie okien. Przyjemny efekt :-)

Tak naprawde to wnerwila mnie tez moja ostatnia tapeta i przez to takie perturbacje kolorow... i tematow (jakas trawa a w tle rozmazany Lancer Evo X)... caly ja.
To bedzie lepsze...

... fajne jest tez przelaczanie okien. Przyjemny efekt :-)
Sunday, December 7, 2008
FLAC to MP3
Converting a FLAC (or whatever else) to mp3 on Linux is so easy that I felt like telling the whole world about it (I know.. I know.. you know already!).
My girlfrienf just happend to have this old CD she ripped like ages ago to files in *.flac format. She wanted to use them on her portable player but.. well it just didn't support it. I decided to quickly help her and googled a bit. What I found out was that people try to make money on this particular problem. It's amazing!! Poor windows users need to buy a converter software for about $30 to easily accomplish this task. Since the free tools are already there (lame and flac) I just wrote this simple bash script to get the task done. Try it yourserlf!
If you are a "poor" windows user, then I guess (.. well I never tried it) you may run the script with Cygwin. Better solution for you would be to install yourself Ubuntu or any other Linux distribution.
My girlfrienf just happend to have this old CD she ripped like ages ago to files in *.flac format. She wanted to use them on her portable player but.. well it just didn't support it. I decided to quickly help her and googled a bit. What I found out was that people try to make money on this particular problem. It's amazing!! Poor windows users need to buy a converter software for about $30 to easily accomplish this task. Since the free tools are already there (lame and flac) I just wrote this simple bash script to get the task done. Try it yourserlf!
If you are a "poor" windows user, then I guess (.. well I never tried it) you may run the script with Cygwin. Better solution for you would be to install yourself Ubuntu or any other Linux distribution.
|
Tuesday, December 2, 2008
Fraunhofer ISST eFA Connectathon

Today was a big day for me and other eFA team developers at Siemens. We were the only ones who received three labels from Fraunhofer ISST. Now our product is "eFA Client", "eFA Server" and "eFA Peer2Peer" conform. It would be great if we had a chance to make the code even better!
For more information on eFA (or eCR - Electronic Case Records) visit http://www.fallakte.de/.
Subscribe to:
Posts (Atom)